Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Burda 03/2014 wykrój 115. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Burda 03/2014 wykrój 115. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 maja 2015

Wiosenna premiera

Nareszcie zrobiło się wystarczająco ciepło aby wyjść w nowej sukience. Wprawdzie musiałam użyć perswazji, bo o dobrowolnym spacerze nie było mowy, ale udało mi się w końcu wyprowadzić moja damę, żeby w plenerze pstryknąć parę zdjęć. Tylda jak nie jest w szkole, to na lodowisku, w soboty również ma treningi do południa, a po południu nie mam serca jej ciągać, bo albo odpoczywa, albo chce spotkać się z koleżankami, do tego w niedziele często zajmuje się prowadzeniem urodzin na lodowisku, więc zrobienie zdjęć jest dość skomplikowane przy jej, ale jednocześnie i naszym trybie życia.





Przy okazji pokaże spodnie, które niedawno uszyłam z materiału, o którym pisałam w tym poście. 
Obawiałam się o ich gniecenie się, gdyż w czasie szycia materiał zagniatał się, ale gotowe spodnie prawie wcale się nie gniotą, a ich prasowanie, to po prostu przyjemność.
Materiał jest dosyć ciemny, więc niestety niewiele widać.




Ponownie skorzystałam z wykroju z Burdy 03/2014, model 115, ale nie wiem dlaczego tym razem szycie sprawiło mi niemało kłopotu, musiałam ponanosić poprawki, a i tak chętnie jeszcze zmniejszyłabym obwód paska, bo spodnie na mnie wiszą. 
Szyjąc pasek ponownie wykorzystałam specjalny sztywnik do pasków dostępny również w Polsce.
Jego zaletą jest to, że wycina się odpowiednio długi pasek materiału, przykłada sztywnik, przyprasowuje i można szyć.




Jeśli okaże się, że przycięliśmy zbyt szeroki pasek, wystarczy go przyciąć.


Perforacje sprawiają, że pasek jest łatwo i równo zgiąć.



I niby wszystko byłoby pięknie, ale jest jeden minus i dla mojej maszyny jest on nie do przeskoczenia, a nazywa się "wyrabianie dziurki".
Sztywnik jest tak gruby, ze nawet cienki materiał staje się bardzo sztywny. Moja maszyna nie daje sobie rady gdy zostaje wąski paseczek materiału na wyrobienie dziurki. Blokuje się na grubych szwach, nitka się zrywa, oczka przeskakują i nie mam pojęcia jak obejść ten problem, bo ktoś kto chociaż raz próbował wypruć dziurkę, wie, że można przy tej czynności oszaleć i jeszcze zrobić dziurę w materiale.
Tym razem nawet nie próbowałam walczyć z maszyną i przyszyłam haftkę. 

Na koniec kilka zdjęć z naszego popołudniowego wyjścia. Jak nie zakochać się w lyońskiej architekturze, no jak?





Pozdrawiam serdecznie,
Kamila


niedziela, 29 marca 2015

Burda Vintage i uszyj jaśka w moim wydaniu

W połowie stycznia zapowiadałam, że pokaże ciuszek, który powstał jako pierwszy z wykrojów zamieszczonych w Burdzie Vintage. Czas mijał, a ja nie miałam zdjęcia. Dzieci wprawdzie próbowały je robić, ale z żadnego nie byłam wystarczająco zadowolona.
Wczorajszy spacer okazał się owocny w ilość udanych zdjęć. Młodzież oszalała na punkcie aparatu i każdy pstrykał na prawo i lewo wyrywając sobie aparat, więc przy okazji zaproponowałam im, że mogę posłużyć im za modelkę.
Efekt wspólnej pracy poniżej.



Bluzeczka to jumper "Mary". Uwielbiam ja nosi, ale mam jedno zastrzeżenie do wykroju. Kołnierz powinien bardziej opadać na plecy i kończyć się przy guzikach. Na tym zdjęciu będzie lepiej widać o czym mowie.



Czarne spodnie, które mam na sobie pochodzą z Burdy 03/2014, wykrój 115 pt. "Jean". To chyba pierwsze spodnie, które leżą na mnie tak jak powinny. Wada wykroju jest to, ze nogawki są strasznie, strasznie wąskie, więc należy pamiętać o dodaniu dobrych dwóch centymetrów odrysowując nogawki.
Kupując materiał, wydawał mi się on idealny na spodnie. Niestety po drugim dniu użytkowania, na nogawkach pod siedzeniem zaczęły pojawiać się zmechacone kuleczki, które bardzo trudno usunąć. Jestem niepocieszona, bo spodnie wyszły naprawdę eleganckie.


Nie lubię tracić czasu szczególnie siedząc w parku, kiedy młodzież szaleje, a ja nie mam do kogo się odezwać. Zwykle wyciągam Kindle i czytam. Tym razem Kindelek został w torebce, a ja wyciągnęłam moja gwiazdę, którą w domu rozpruwałam i zszywałam dwa razy i za każdym razem wychodziła krzywo. W końcu poddałam się i zdecydowałam, ze zszyje ją ręcznie.


Może nie jest jeszcze idealnie, ale lepiej niż po zszyciu na maszynie. Wieczorem w domu dodałam pierwszą ramkę. Gdybym miałam więcej fioletowego materiału, poprzestałabym na tej jednej. Niestety brakowało kilku centymetrów materiału, żebym zrobiła odpowiednio szerokie ramki i muszę doszyć kolejną w jaśniejszym kolorze.


Zapraszam ponownie na mała wycieczkę po Lyonie. Tym razem udaliśmy się z Piotrusiem na spacer do centrum miasta. Ciężko wprawdzie powiedzieć, ze to centrum, bo w Lyonie gdzie by się nie obrócić, to jest się w centrum. Dokładniej spacerowaliśmy po I-szej i II-ej dzielnicy.
Kościół św.Bonawentury, którego budowę rozpoczęto w 1327.


 



Fragment fasady Palais de la Bourse pobudowanego w 1860, którego otwarcie zainaugurował Napoleon III.





Uliczne lampy.


Na wielu budynkach w Lyonie można znaleźć rzeźbę Maryi, która jest opiekunka Lyonu. Mieszkańcy Lyonu oddali się w jej opiekę w 1643 r. w czasie epidemii dżumy, która siała swoje żniwo na południu Francji. Notable i księża, obiecali, że corocznie będą oddawać hold Maryi jeśli uchroni miasto przed zaraza.
Święto światła (Fête de la Lumière) do dnia dzisiejszego jest corocznie obchodzone w Lyonie. Tego dnia w oknach i na balkonach zapalają się tysiące światełek i lampek. Miasto wygląda przepięknie. 8 grudnia ściągają do Lyonu ogromne ilości turystów, żeby podziwiać świetlne iluminacje rozświetlające centrum Lyonu.



Pozdrawiam,
Kamila