Przy okazji pokaże spodnie, które niedawno uszyłam z materiału, o którym pisałam w tym poście.
Obawiałam się o ich gniecenie się, gdyż w czasie szycia materiał zagniatał się, ale gotowe spodnie prawie wcale się nie gniotą, a ich prasowanie, to po prostu przyjemność.
Materiał jest dosyć ciemny, więc niestety niewiele widać.
Ponownie skorzystałam z wykroju z Burdy 03/2014, model 115, ale nie wiem dlaczego tym razem szycie sprawiło mi niemało kłopotu, musiałam ponanosić poprawki, a i tak chętnie jeszcze zmniejszyłabym obwód paska, bo spodnie na mnie wiszą.
Szyjąc pasek ponownie wykorzystałam specjalny sztywnik do pasków dostępny również w Polsce.
Jego zaletą jest to, że wycina się odpowiednio długi pasek materiału, przykłada sztywnik, przyprasowuje i można szyć.
Jeśli okaże się, że przycięliśmy zbyt szeroki pasek, wystarczy go przyciąć.
Perforacje sprawiają, że pasek jest łatwo i równo zgiąć.
I niby wszystko byłoby pięknie, ale jest jeden minus i dla mojej maszyny jest on nie do przeskoczenia, a nazywa się "wyrabianie dziurki".
Sztywnik jest tak gruby, ze nawet cienki materiał staje się bardzo sztywny. Moja maszyna nie daje sobie rady gdy zostaje wąski paseczek materiału na wyrobienie dziurki. Blokuje się na grubych szwach, nitka się zrywa, oczka przeskakują i nie mam pojęcia jak obejść ten problem, bo ktoś kto chociaż raz próbował wypruć dziurkę, wie, że można przy tej czynności oszaleć i jeszcze zrobić dziurę w materiale.
Tym razem nawet nie próbowałam walczyć z maszyną i przyszyłam haftkę.
Na koniec kilka zdjęć z naszego popołudniowego wyjścia. Jak nie zakochać się w lyońskiej architekturze, no jak?
Pozdrawiam serdecznie,
Kamila

















