W piątek dotarła do mnie zamówiona rolka, ale na razie musi poczekać na swoja kolej, mimo iż ręce same sięgają do materiałów w tak ślicznych kolorach.
Matyldzia od razu chciała rozwinąć galaretkę. Jak mała sroka lecąca do kolorów. A kysz małe raczki od moich zabawek!
Prace nad patchworkową torebką w czasie week-endu nie posunęły się zbytnio. W niedzielę z samiusieńkiego rana wyruszyłyśmy w góry do miejscowości Saint Gervais leżącego u stóp Mont Blanc. Pogoda była raczej kiepska, ale nie Mont Blanc pojechałyśmy oglądać tylko Mistrzostwa Francji w tańcu na lodzie, w których brali udział Matyldzi koledzy i koleżanki z klubu. To tylko dwie godziny jazdy, a Mistrzostwa są najważniejszym wydarzeniem roku, więc trzeba było skorzystać z okazji, iż odbywają się tak blisko.
Na zdjęciu widać jak nisko zeszły chmury.
Francja, to nie tylko Paryż. Gdzie by się nie ruszyć, można znaleźć urokliwe miejsca.
Wystawy nadal kusza zimowym wystrojem.
Saint Gervais to kraina sera, więc i krowa spacerująca po ulicy nikogo nie dziwi.
I nagle... chmury się rozeszły, ale tylko w jednym jedynym miejscu i naszym oczom ukazał się Mont Blanc. Drzewa trochę przesłaniały widok, ale inaczej nie dało się uchwycić, musiałam łapać chwilę.
Dwa lata temu byliśmy tutaj na zawodach przez trzy dni i dopiero trzeciego dnia wieczorem, kiedy odjeżdżaliśmy naszym oczom ukazał się zapierający dech w piersi widok.
Pozdrawiam serdecznie,
Kamila

































