wtorek, 29 października 2013

Szara sukienka

Sukienka powstała z co najmniej 3 lata temu, ale do tej pory nie doczekała się sfotografowania, bo pierwotna jej wersja była z wszytymi w boczne szwy kieszeniami, które brzydko odbijały się i były zupełnie bezużyteczne.
Chodziłam z tymi kieszeniami, niezadowolona z efektu przez jeden sezon, po którym zdecydowałam się na ich wyprucie.
Oczywiście jak to z takimi przeróbkami bywa, trzeba było dokonać dwóch przeszyć, które zajęły mi w sumie 10 min. tylko zamiast 10 min. poświeciłam na to 2 lata ;)
Model pochodzi z magazynu "Mode & Traveaux", tylko numeru chyba nie jestem w stanie już odnaleźć, bo dostałam od koleżanki jedynie wykrój bez gazety i biedny gdzieś leży teraz pomiędzy stertą Burd.




Materiał, z którego powstała sukienka to dzianina, której pochodzenia nawet nie pamiętam.
I na koniec bransoletka, która zrobiłam jako prezent dla koleżanki Matyldzi.







Pozdrawiam serdecznie.
Kamila

niedziela, 27 października 2013

Decyzja podjęta

Dziękuję bardzo za wszystkie wypowiedzi i głosy. Zrobię tył wg wersji 2 gdzie motyw z przodu sukienki będzie kontynuowany na plecach.
Dyskusja toczyła się również na FB, gdzie mnie uświadomiono, że będę musiała uszyć jeszcze jedną sukienkę do walca, który jest również tańcem obowiązkowym, bo ta niebieska nie przejdzie. A myślałam, że jednak obejdzie się bez kolejnego szycia. No trudno. Mam jeszcze zapas jakiejś różowawej lycry, wiec coś się wymyśli.

Koszula jest już gotowa.



Dzisiaj rano gdy skończyłam koszulę, siadłam i praktycznie skończyłam kostiumy do tańca dowolnego. 
Musze doszyć stójki oraz na plecach stworzyć smoki ze strassów i to chyba wszystko co mi zostało do zrobienia przy tych ciuszkach.


Na rękawach uszytych z czegoś podobnego do muślinu już są doklejone czarne strassy, których na zdjęciu oczywiście nie widać. 
Kupując czarny materiał miałam zabawną, choć może tylko dla mnie zabawną przygodę.
Sklep z materiałami jest olbrzymi i wiecznie w nim wszystko przestawiają, więc nigdy nic nie leży na "swoim" miejscu i często brakuje logiki w rozkładzie tkanin o ile to nie jest materiał potrzebny na dany sezon pogodowy. Zaczęłam szukać mojego muślinu, ale pomyślałam, ze będzie szybciej jak zapytam sprzedawczynię. Trafiłam na młodą praktykantkę, która widać sklep znała jeszcze słabiej ode mnie. Na szczęście materiał sam wlazł mi w ręce, więc poprosiłam praktykantkę o metr muślinu.
Uch! Biedna w ogóle nie wiedziała jak się zabrać do ucięcia materiału. Na szczęście z boku wielkiego stołu , na którym spoczywają bele z materiałami, leżał już obcięty kawał, ale było go stanowczo za dużo. Dziewczyna odmierzyła metr, nacięła materiał i zaczęła go rwać.
Nie zdążyłam jej powiedzieć, że lepiej byłoby gdyby cięła nożyczkami, a nie rwała, ale było już za późno, bo materiał przerwał się według własnego "widzi mi się".
Dziewczyna chwyciła belę z materiałem i chciała odcinać nowy kawałek.
Zaproponowałam jej, żeby spróbować uratować co się da z tego rozerwanego kawałka.
Odmierzyłyśmy trochę ponad metr, bo materiał był rozerwany w jednym końcu i znowu było widać, ze praktykantka nie ma bladego pojęcia o materiałach. Nawet nie wiedziała jak złożyć materiał, żeby go równo przyciąć. Oj wiem, wiem, że nie każdy to wie, ale wpuszczając praktykantkę na halę sprzedaży, warto byłoby ją wcześniej zapoznać ze sklepem i poduczyć.
Okropne jest to, ze przyjmują młodą dziewczynę i zostawiają ją na pożarcie klientów, a wiadomo jacy są ludzie. Jedni jak ja uśmiechną się, pomogą i podpowiedzą (to było samochwalnie się ukryte pomiędzy wierszami ;) ), ale generalnie Francuzi znani są z tego (sami o sobie też tak mówią i na dodatek są z tego dumni, żeby nie było, ze jeżdżę po Francuzach), że wiecznie o wszystko i do wszystkich mają pretensje i wiecznie się awanturują, a do tego rodowici Liończycy są bardzo nieprzyjemni (to też nie moja opinia, ale zgadzam się z nią w 100%), więc gdy taki osobnik trafi na młodą, niedoświadczoną osobę, to ją po prostu zmiesza z błotem.
Najważniejsze, że wspólnymi silami dałyśmy sobie radę.

Pozdrawiam
Kamila

sobota, 26 października 2013

Dylemat

Prace nad koszulą i sukienką do tańców obowiązkowych nadal trwają. Coraz bardziej widać koniec, ale mam dylemat, chociaż fotografując przychyliłam się ku jednemu z rozwiązań, tylko nie powiem któremu, żeby nic nie sugerować.

Razem kostiumy wyglądają w tej chwili  tak:


Koszula z przodu:


 i z tyłu:


Brakuje jej jeszcze poprzyklejanych gdzie niegdzie strassów, bo inaczej jest zbyt pusta i na lodzie nie błyszczy się odpowiednio.

Natomiast sukienka Tydy wyglada tak:





I teraz pytanie.
Który układ strassów na plecach wygląda lepiej biorąc pod uwagę zaprezentowane wcześniej zdjęcia:
Wersja 1.
Version n° 1



Wersja 2.
Version n°2

Nie będę już doszywać różowych listków, bo moim zdaniem byłby przesyt, ale dorysowałabym srebrną farba gałęzie, żeby zrobić przedłużenie motywu z przodu sukienki.

Je vais pas ajouter des feuilles roses supplémentaires mais avec la peinture argentée je dessinerai quelques lignes pour rallonger le motif de devant. 



Czekam na Wasze sugestie.
J'attends vos opinions. Merci.

Pozdrawiam
Kamila

Targi rękodzieła - dzień drugi

Czas najwyższy opowiedzieć o naszym drugim dniu na Targach rękodzieła, na którym byłyśmy w tamtym tygodniu.
Poszłyśmy tam tak, żeby zdarzyć na otwarcie drzwi, gdyż tylko w ten sposób była możliwość zapisania się na warsztaty, w których chciałyśmy brać udział.
Zaczęłam pierwsza od warsztatów iris folding , wiedziałam mniej więcej co to jest, ale nigdy nie próbowałam bawić się w ten sposób papierem.
Ja tworzyłam swoje "piękne" dzieło ;) :


a Matylda w tym czasie kręciła się po targach i pstrykała zdjęcia.

Obrazki wykonane technika iris folding:




Kartki i pudelka:





 Tutaj odwiedziła prawdopodobnie stoisko z włóczkami:


Stoisko PFAFF i hafciarki, eeeeeech.... marzenie:



A tutaj to co udało mi się stworzyć. Dynia, która jeszcze nie miała ogonka:


 Później Tylda poszła na zajęcia z origami:



Ozdoba na stół w środku, której wpisuje się np. jakieś życzenia 


W wolnych chwilach Motylek zachodziła na stoisko gdzie przez cały dzień można było robić ciasteczkowe lizaki:


Kulki były już przygotowane, trzeba było tylko umaczać je w czekoladzie i obsypywać kolorową posypką.
Prosto z origami poszła na zajęcia z quillingu.
Próba stworzenia ptaka (nie wiem tylko czy to miał być orzeł czy feniks)

Po południu zapisałyśmy się na warsztaty szycia przytulanki. Nie mam pojęcia co ludzi w tych przytulankach widzą, ale we Francji panuje moda na przytulanki z doszytymi wstążeczkami. Niby dzieci poznają nowe faktury, kolory. Mnie to nie przekonuje i nie widzę sensu ofiarowywania dzieciom takich przytulanek, bo patrząc po moich dzieciach, będąc maluszkami miały w nosie takie rzeczy. Nie zajęłoby to ich uwagi nawet na 5 minut.
Oczywiście każdy ma prawo do własnej opinii i może są dzieci, którym takie przytulasie podobają się, bo patrząc na małe francuskie dzieci siedzące samotnie w wózkach na placach zabaw, kiedy nianie w najlepsze plotkują, ona gotowe są przytulić się nawet do zwykłej pieluszki, byle czymś się zająć.
Niestety nie mam najlepszej opinii o francuskich nianiach, ale to temat rzeka, więc nawet nie zaczynam.
Matylda chciała zapisać się na warsztaty nie w celu posiadania takiej przytulanki, ale w celu możliwości szycia.
Przygotowałyśmy materiał, który dzień wcześniej ozdobiłyśmy złota farbą. Na zdjęciu trochę słabo ją widać, ale w rzeczywistości jest bardziej rzucającą się w oczy.
Szycie przytulasi z kawałka bawełnianej podkoszulki na takich warsztatach nie było najlepszym pomysłem, bo ludzie zapisujący się najczęściej nie mają pojęcia o szyciu, albo szyją dość słabo, a szycie bawełny nawet zygzakiem jest bardzo ciężkie.
W sumie pomagałam i Matyldzi i jeszcze jednej dziewczynie, która nie dawała sobie rady z maszyną.
Pani prowadząca była zajęta lataniem między maszynami, bo ciągle ktoś prosił o pomoc, a  i maszyny uparły się, żeby nie współpracować, nitki się rwały, w bębenkach brakowało nitek, trzeba było wymieniać igły... jednym słowem było bardzo, bardzo wesoło ;) W każdym razie atmosfera po 5 min. była bardzo luzacka i nikt nie narzekał.




Ostatnimi warsztatami w jakich brałam udział były warsztaty z przygotowywania, przyszywania i wykorzystania ozdobnych taśm oraz... no właśnie nie wiem jak taka taśma ze sznurkiem w środku nazywa się po polsku. Pokażę po prostu na zdjęciu:


Bardzo fajne warsztaty, bo mimo, że tyle lat już szyję, to szycia nigdy się nie uczyłam i nawet nie wiem czy sposoby z jakich korzystam są prawidłowe. Okazało się, że nie tak do końca, a poza tym dowiedziałam się kilku fajnych tricków, które przydadzą mi się w codziennym szyciu.



W tym czasie moja znajoma Carole z bloga "Dis bonjour a la dam" pokazywała Matyldzi jak uszyć proste bolero.
Jeśli użyje się jakiegoś fajnego materiału, można uzyskać naprawdę świetny efekt. Matylda wybrała sobie kolorową bawełnę, która nie całkiem nadaje się na to wdzianko. Może gdyby obszyć je lamówką, zyskałoby na urodzie, bo w tej postaci nie bardzo mi się podoba, ale jak zwykle, to przecież nie ja mam to nosić tylko Uparciuszka.



Model, który pozował mi do zdjęć kręcił się niemiłosiernie, więc zdjęcia są jakie są. Obiecałam tylko, że go nie ujawnię ;)
Jak weszłyśmy na Targi rano wraz z otwarciem drzwi, tak wyszłyśmy stamtąd zmęczone, ale bardzo zadowolone wtedy, kiedy ogłaszano, ze za 15 min. Targi będą się kończyć.
Teraz musimy czekać kolejny rok na nowa edycje.To strasznie dużo!

Pozdrawiam
Kamila

środa, 23 października 2013

Strój kąpielowy czyli w czym iść na basen

Jutro, a właściwie już dzisiaj moja panna jedzie na obóz łyżwiarski. Krótki to będzie obóz, bo tylko dwudniowy, ale i tak fajnie. Pewnie znowu wróci nieziemsko zmęczona, ale cóż takie są uroki uprawiania sportu.
W planach jest wyjście na basen, tylko, że Matylda przypomniała mi dopiero dzisiaj, że wyrosła ze swojego kostiumu kąpielowego i nie będzie miała co na siebie włożyć.
Wysłałyśmy tatusia na zakupy, ale dla pewności (bo przecież nigdy nie wiadomo, co mężczyzna całkowicie nie znający się na modzie i na potrzebach dziewczyńskich może przytargać do domu) siadłam do maszyny i z resztek granatowego materiału na sukienkę i koszulę uszyłam dwuczęściowy strój.
Jedyną wskazówką od Matyldzi było to, że majtki mają mieć falbankę, a tak w ogóle, to była bardzo negatywnie nastawiona do pomysłu szycia kostiumu kąpielowego. Dlaczego? Nie mam pojęcia.
Za model posłużył mi za mały kostium, który rozprułam i odrysowałam od niego ciut większą formę.



Wszystkie dodatki, zapięcia, ozdoby odprułam ze starego kostiumu.

Mnie się podoba i mam nadzieje, ze Matyldzi również (kończyłam szycie jak poszła już spać).

Pozdrawiam
Kamila

Edycja posta z 23/10:

Summa summarum kostium bardzo się spodobał, musiałam tylko trochę skrócić pasek na plecach, ale jak pisałam, kończyłam szycie gdy Matyldzia już spała. Cała reszta leżała idealnie i strój kąpielowy pojechał dzisiaj z Pesteczka do Morzin.
Gdy Matylda zobaczyła małego misia z przodu kostiumu zawołała: "O! Przeniosłaś go ze starego staniczka! Och dziękuję!". I to tyle w tym temacie ;)

niedziela, 20 października 2013

Sukienka i koszula cd.

Nadal kontynuuję moje potyczki z kostiumami dla Matyldy i jej partnera. Kostiumy do tańców obowiązkowych są już praktycznie na ukończeniu, bo wczoraj były im one potrzebne do zaprezentowania się na lodzie w czasie testów i do grupowego zdjęcia, wiec w piątek siedziałam do północy i je "strassowałam". Nie skończyłam jeszcze zabawy z nimi, bo czasu mi nie wystarczyło, ale również dlatego, że najpierw trzeba zobaczyć jak kostium prezentuje się na człowieku i na lodzie, żeby ocenić co trzeba jeszcze poprawić.
Obydwa ciuchy nawet jeszcze nie dokończone prezentują się ślicznie. Zdjęć na razie nie mam, bo kończyłam pracę w nocy, a wczoraj jeszcze przed świtaniem byłyśmy już na lodowisku gdzie nie ma dobrego oświetlenia, a przede wszystkim nie było czasu na zabawę w pozowanie.
Testy wyliczone są co do minuty, do tego dochodzi stres, więc sami rozumiecie, że na zdjęcia trzeba będzie poczekać ;)
Na razie jedynie kilka fotek z końca malowania wzorów.

Koszula nie ma jeszcze wszytego kołnierza.





Im więcej patrzę na te kostiumy, tym bardziej mi się one podobają ;)

Pozdrawiam serdecznie i dziekuję za wszystkie komentarze.
Kamila